Mimo że minął rok w sali konferencyjnej nie zmieniło się nic. Po twarzach naznaczonych piętnem operacji plastycznych nie było widać upływu czasu. Garnitury były tak samo drogie i bezosobowe. Sala pachniała chłodem i sterylnością, ale było tam coś jeszcze, coś, czego nie spodziewałby się żaden z uczestników spotkania, które właśnie się odbywało.
– Jak wygląda poziom świadomości społeczeństwa – zapytał się prezes.
– Doskonale – odpowiedział młody człowiek poprawiając okulary – duża ilość programów powiela informacje budujące lęk oraz dziesiątki kanałów telewizyjnych i gazet serwujących pustą rozrywkę odnoszą swój skutek. Większa część społeczeństwa stara się nie myśleć, nie zastanawiać i wieść życie proste i bezrefleksyjne.
– To za pało. By pieniądze i władza mogły skupić się w naszych i tylko naszych rękach musimy posiadać pełną kontrolę…Trzeba jeszcze podnieść poziom bezsensownej konsumpcji i ilości kredytów branych przez jednostkę. Samodzielne myślenie i emocje z nim związane powinno być uznawane za zaburzenie psychiczne i leczone lekami psychotropowymi.
– To chyba przesada – dobiegł pomruk od strony sali.
– Jaka przesada! – prezes uderzył ręką w stół – To się już dzieje. Wystarczy odpowiednia sieć informacji i dezinformacji. Nagrody motywacyjne dla przedstawicieli medycznych, by odpowiednio zadbali o to, by lekarze przepisywali określone leki. Trzeba wmówić społeczeństwu, że lęk, wątpliwości, chęć poszukiwania innej drogi życiowej niż większość jest wynikiem depresji, nerwicy, czy też innych zaburzeniom.
Śmierć przechadzała się za ich plecami powoli, co rusz przyglądała się ostrzu swojej kosy i ludziom siedzącym przy stole. Słuchając każdego słowa. Umrzeć za życia…cóż mogłoby bardziej zainteresować śmierć.
– Co z poezją?
– Ależ panie prezesie – odezwała się kategorycznie jedna z kobiet bawiąc się diamentowym pierścionkiem na wskazującym palcu – To nie jest problem. W naszych rękach skupia się większość środków finansowych jaka jest dostepna na tej planecie. Wywołujemy wojny, podejmujemy decyzje dotyczące przetrwania całych społeczeństw. Możemy obalać rządy i powoływać nowe tak, by nikt o tym nie wiedział. Stworzyliśmy iluzję wolność dla milionów. Szkoda naszego czasu na jakąś tam poezję.
– Proszę pani. Proszę zwróci uwagę na to, że nasza władza nie jest absolutna. Dopóki taka nie wolno nam spocząć na laurach. Tak długo jak człowiek ma dostęp do absolutu niczego nie możemy być pewni, a zwłaszcza jutra. Poezja jest mostem pomiędzy duszą, a umysłem. Nie wolno pozwolić, by on istniał. To nie jest bezpieczne dla naszych interesów.
Śmierć zaśmiała się gorzko, a uczestnicy zebrania wzdrygnęli się z niesmakiem. Tak jakby po plecach przeszedł im zimny dreszcz.
– Panie prezesie – kontynuowała kobieta – z tego, co jest mi wiadome poezji nikt już nie czyta, nie jest towarem, który miałby jakąkolwiek wymowną wartość. Wydawnictwa nie chcą drukować tomików z wierszami, bo nikt ich nie kupuje. Ci, którzy ją piszą są uważani za nieprzystosowanych społecznie odmieńców. Piętnuje się ich w szkołach, na uczelniach i miejscach pracy. Skończyły się czasy, gdy ona łączyła dusze. Proszę wyjrzeć przez okno! Ludzie poruszają, się, ubierają, myślą tak jak chcemy. Nawet jeśli ktoś lubi wiersze to będzie to ukrywał jak najgorszą dewiację, bo inaczej zostanie zadziobany przez społeczeństwo. Ten pana niekończący się lęk jest anachroniczny i nie mający podstaw. – na sali odezwały się przytłumione brawa, a starszy mężczyzna siedzący u szczytu schodów wyraźnie się skrzywił.
– Jest pani zbyt krótkowzroczna. Za mało wie…i za mało posiada. Wciąż wydaje się pani, że jest co zdobywać, ale tak nie jest….Jeszcze nie nauczyliśmy się kontrolować i czerpać zysku, tego co jest po drugiej stronie tego mostu. Czy to jest zrozumiałe?
– Czy próbuje pan zostać bogiem? – pytanie było nagłe i głośne jak śmignięcie batem, a śmierć obróciła się z zainteresowaniem…
– Może…- pan prezes uśmiechnął się i zmienił temat. Po chwili wszyscy znów rozmawiali o strategiach uzyskanie jeszcze większej władzy i jeszcze większych pieniędzy.
Spotkanie skończyło się zanim nastał wieczór. Przy stole wielokrotnie spoglądano na kobietę, która sprzeciwiła się prezesowi, ale ona była spokojna i nieporuszona. Wszak nikt nie zasiadał do tego stołu przez przypadek. Po opuszczeniu budynku kazała się zawieść do ekskluzywnego spa, wjechała na ostatnie piętro i po schodach przeciwpożarowych wyszła na dach. Otwarła notes i zastygła patrząc w dal. Jej ręka zaczęła kreślić słowa.
Ja samotna,
widziałam dziś śmierć,
nie przyszła po mnie.
Chciała tylko,
zobaczyć bogów
umarłych za życia
Było zimno więc otuliła się szalem. Był lawendowy. Słońce dotknęło linii horyzontu.