1. SANNA
Znów przemknęły przez miasto
spienione konie śniegu.
Księżyc uprząż wysrebrzył
i ściągnął lejce w biegu.
Między świerkami tętent,
to w las wjechały sanie,
drzewa całe w koronkach
w milczący poszły taniec.
W taką zimę co ziemię
spięła mrozem jak szpilką,
zabrzęczała dzwonkami,
zajrzała w oczy wilkom
tylko tej jednej chwili
tak jak ciepła potrzeba:
bliskiej dłoni i drogi
na sam wierzchołek nieba.
Zaplątały się słowa
w jakieś leśne rozstaje –
Czas pędzi w śnieżnych saniach…
Tylko Miłość przystaje!
2. SAMOTNOŚĆ
Zaciągnęły się śniegiem
zmarznięte pól przestrzenie,
Gwiazdy zgubiły drogę,
niebo tłumi westchnienie.
W domu, co miał być ciepły
już kominek nie płonie.
Osobne są już myśli
i spojrzenia i dłonie.
W dwóch pokojach ich dwoje
bez dobrej, wspólnej chwili
Śnieg spadł na serca cicho,
a wiatr szlaki pomylił.
Chłodny promień księżyca
prześlizgnął się po oknie,
ktoś w noc wyszedł wśród śniegu –
Mróz trwa tylko samotnie…
PRZEMIJANIE
Zima jak biała sarna
przebiegła przez las.
W świerkowej katedrze
dziś koncert ma wiatr
Przed nami jeszcze drogi
niebieski cień,
to zmierzch ukradkiem biegnie
wymija dzień.
Gwiazdy tłumnie wybiegły,
powitać nas,
świat w szron się wystroił…
Posiwiał czas…