STRACHY NA LACHY

Od niedzieli do niedzieli,
i od grudnia aż do grudnia,
od zachodu i z południa,
strach się w ludziach wzbiera,
kryzys idzie! O, cholera.
Straszą, grożą, panikują,
nowe dziurki w paskach kłują,
druga fala – a to pech…
a mnie ogarnia pusty śmiech,
ja niczego się nie boję,
choćby kryzys to dostoję!
No, bo, żeby kryzys krzywdę zrobił,
musi najpierw być dobrobyt.
 

POWALAJĄCE WYBORY

Jakie zaskoczenie przyniosły te wybory,
a sam Piechociński jak był zaskoczony,
krzyknął tylko: – Na miły Bóg!
I ścięło go z nóg.
 

ABSTYNENT

Właściwie,
to ja lubię mieć w czubie,
ja kocham C2H5OH,
tylko, że…
u mnie brendy jest nie trendy,
na burbony jestem uczulony,
koniaki psują mi smaki,
gdy widzę whiskacze to płaczę,
czyściocha to wiocha,
ja po prostu wolę,
nasze tradycyjne jabole.
Ale dziś nie uświadczysz już siary,
na której byłem wychowany,
i dlatego, a mówię to ze wstrętem,
jestem, niestety, abstynentem.
 

LITERALNA REFORMA PRAWA
MADE IN GOWIN

Gdyby liczyć ktoś miał chęć,
to PRAWO… zawiera liter pięć.
I tu dla niego, podziw we mnie wzbiera,
bo on, te wszystkie litery prawa,
zmieścił w czterech literach.
 

STADION NARODOWY

Ciężka myśl przyprawia o ból głowy,
co by tu zrobić ze Stadionem Narodowym?
Wreszcie, wyskoczył ktoś z pomysłem epokowym,
zróbmy konkurs skoków – po rozum do głowy.
Małyszomania rozkwitnie nam w stolicy,
a piłkarze? Na Giewoncie, czy innej Szrenicy.
Żeby tylko z tego nie wyszło Euro-bis,
my posadzimy, a plony pozbiera FIS.
A wpisując się w ten bajkowy wzór,
mam lepszy pomysł – otwórzmy Bajkonur.
Wiecie, ile za te starty płaci wujek Sam?
Wszyscy będziemy śpiewać – zielono nam…
I nikt nie zarzuci z oponentów licznych,
że ten pomysł odlotowy, to pomysł kosmiczny.
A już tak poważnie –
Nie chcę tu być złym prorokiem,
i straszyć Was pesymizmu urokiem,
ale z powodu, złotej myśli braku,
obudzimy się w końcu, z ręką w Kiercelaku!
 

GŁOWA RODZINY

Jestem supermenem,
głową rodziny, co się zowie,
wszystko trzymam w swoich rękach,
i wszystko mam na swojej głowie,
ja nikogo się nie boję,
nie ustępuję też nikomu,
ja, ja się nawet żony nie boję!
(kiedy nie ma jej w domu).
 

RZECZ O LITERALNEJ GRAMATYCE

To wcale nie jest przypadek,
ni dopust losu tam jakiego,
że literatura i nie tylko piękna,
jest rodzaju żeńskiego.
Ot, Poezja, ze swoim czarem, ale i pretensją,
wdzięku kobiecego jest kwintesencją.
A Satyra, choć frywolna i podkasana,
też, coś w tym rodzaju jest odbierana,
Powieść, Biografia, Nowela,
swoją niewieściością dech zapiera.
A na dowód, że nie jest to czcze słowo,
Muza i Wena, też potwierdzić to mogą.
Lecz w tym rodzaju, nie do końca jest zachłanna,
owa piękna literalna dama,
a w dobroci swojego serca,
rodzajowi męskiemu, zostawiła dramat.
 

KLASYCZNA MODA ŚLUBNA

Szykuje się piękna pogoda,
powiedziała panna młoda,
przykrywając swe ponętne ciało,
piękną suknią śnieżnobiałą,
kolorem podkreślając szczęście,
jakim niewątpliwie, jest jej zamęście.
Koronki, falbanki pełne wdzięku,
kwiaty we włosach i bukiecik w ręku,
zrobione oko, pudrowane lico,
i jeszcze jeden Bóg wi co.
Za nią druhny w weselnym szpalerze,
ich wdzięku, radości nikt im nie odbierze,
kolorowe kreacje, wykwintne fryzury,
a pan młody… no cóż, z drużbami,
wbici w czarne garnitury.
 

EUROPA

Z historii każdy wie,
że kiedyś, Europy były dwie.
Dziś jedne są jej włości,
ale niestety, dwie prędkości.
A, że mamy honor, ambicje i chęci,
ogon Europy nas nie nęci,
na szczycie musi stać nasz dom,
więc ściągaliśmy jezdny złom.
Że co, że szrot? I co z tego?
I tak był szybszy od naszego.
Więc proszę wsiadać, zamykać drzwi,
na podwójnym gazie, dogonimy w mig,
i jeszcze skręt, i manewr zręczny…
I stop!
Ktoś, cholera, majstrował przy ręcznym!
A już był w ogródku… każdy wzdycha,
i znowu musimy spaliny wdychać.
Do tego, zbyt wielu kierownicy się trzyma,
i co skrzyżowanie, to nowa zadyma,
jeden na prawo, drugi na lewo,
a gdy już ruszą, wyrasta drzewo.
Więc, żeby dotrzeć do celu wytkniętego,
wmontowano GPSa jakże mądrego,
mądry, bo polski, jak wmawiają ładnie,
lecz zamiast w celu, lądujemy w bagnie.
I znowu gazu, każdy jak może się stara,
ale jak deptać do dechy, przy tylu
fotoradarach?
 

WZROST NATURALNY

Gdy chcesz pożyć przyjacielu,
zapisz się do PSLu,
tam w gumiakach czy lakierkach,
stopa Ci urośnie wielka,
no i rośnie jak szalona,
bo jest zdrowo nawożona,
a to samo tak wychodzi,
gdy się w oborniku brodzi.
I choć zapach w nozdrza kole,
to – petunia non olet!
 

Okazjonalno – obyczajowa głupotka pt:
HEJ, SOBÓTKA, SOBÓTKA…

Wiła wianki Danka,
puszczała je dla Janka,
ale Janek był gapa,
Danki wianków nie łapał.
Historia, co rok się powtarzała,
aż się Danka zestarzała,
przed jej oczami obraz ponury,
jak Danka z wiankiem
przystąpi do matury?
I czy bal, te stresy przeżyć pozwolą,
gdy zamiast z Jankiem,
przyjdzie z aureolą?
Ale nie smuć się już cna bogdanko,
świat dziś ulży Twoim wiankom:
– Jeśli chcesz być balu pewną,
puszczaj wianki na Alegro!