Tu i teraz

W półmroku pierwszych uśmiechów
zastygłych w czerwieni serwetek
w rzucanym spojrzeniu
przez płomień bladych świec
traci znaczenie, i przestrzeń, i czas
liczyć się może tylko
tu i teraz
Słowa drgających
kojących tonów i taktów
zagłuszających
dzwony bijące na alarm:
to minie, to przejdzie,
to się zmieni na pewno!
Szeptem uspakaja
rozedrgane ego
i podaje całą dłoń
do tańca.
Już kręci się, wiruje
nie w rytm tanga czy walca
ale wokół osi ciała
wokół palca.
A gdy nocą muzyka
milknie w czterech ścianach
jakiś głos szepcze z cicha
że karuzela nie zwalnia,
lecz kaftan tu i teraz
oplata coraz mocniej
i stanie się coś zaraz
gdy głos nie krzyknie głośniej
i do reszty cię skrępuje
jeśli tu i teraz! –
nie zdecydujesz
czy w tym układzie komuś
nie pomyliły się
kroki

Wyznanie

Nie znam swoich wierszy na pamięć
To nie znaczy, że ich nie kocham
Są przecież jak moje dzieci
Jak kojec pełen berbeci
Raczkujące dopiero i nieporadne
Ale pamiętam te minuty blasku,
W których wachlarz strof się otwiera
Przede mną każda figura bez maski
Szpaler kalamburów ustawiam w dwurzędach!
I pamiętam te godziny czarne,
W których ślad wersów zanika
Przede mną ołowiany papier
I pióro żołnierza-rzemieślnika
Nie znam swoich wiersz na pamięć
Ale znam ich każde tchnienie
Każdą nutę ukrytych pragnień
Każdy odcień i cień wrażenia
Ich łzę każdą uznaję za ważną
I rozsypanych kruchych wersów
I stalowych strof uniwersum
I tylko
jednej łzy mi szkoda
tej, co nie wierzy, że i ją
można pokochać
30.01.2013

Wybrany

po prawej stronie coś,
kształt tego,
co z lewej zwykle siedzi
podnosi jasny wzrok –
w tych zerach sedno widzi
dumnie kroczy brukiem –
byle dalej od rynsztoka,
zbyt wrażliwe uszy
tylko szelest ich nie zbruka
byle dalej od chmur
byle dalej od gwiazd
od wierszowanych bzdur –
mur, mur, mur!
co dzień się przedzierać
przez dzikich, innych tłum
twarz chować z obrzydzenia
od matek i ich cór
co dzień się przeprawiać
przez tłum dzikich, innych
kieszenie wywracać –
czy on jest temu winny?
Nie on został wybrany
naiwne goić rany
on chce być tylko sobą –
za człowieka przebrany
30.01.2013

Posłuszna

Posłuszna kapryśnej wenie
Nawlekam jej lotne myśli
Rozgniatam sens słodkich wiśni
Przez palce przewlekam rumieniec
I szeptem wiosennie łąki kołyszę
Coraz ciszej, coraz ciszej…
Ona brnie w krzewy róż
W dzbany pełne malin
Rwie korale jarzębin, pieśni bujnych kalin
I szeptem wiosennie łąki kołysze
Coraz ciszej, coraz ciszej…
Zachłannie wdycham jej nikły ślad
Malowaną woń kwiatów
Sympatycznym atramentem
Posłusznie zrywam ostatni kwiat –
Kiedy wróci, znów tutaj będę.
23.01.2013

Trzy rzeczy

…wiara, nadzieja,  miłość, te trzy;
lecz z nich największa jest miłość.
(Pierwszy List Św. Pawła do Koryntian 13,13)

 
Jestem pewna.
Twoje słowo spłynęło atramentem.
Twoje palce dzierżą
Pióro wszechmyśli.
Moje – spłonęło czarnym kleksem,
Widzisz, na palcach
Ich ślad jeszcze?
Ty – Mistrz – słyszysz stale
Twoje Słowo naznaczasz wierszem
Od początków po amen.
Ścieżką, drogą autostradą
Będzie zawsze Twój atrament
Gdy świat zdławi pustka rzeczy –
Wstaną. I znów zaczną od trzech rzeczy.
Jestem pewna.
To nie pióro Horacego
Trzymam w dłoni
Ani żadnego z wieszczów
Czas się przyjrzeć szklanym domom
Twoim piórem
W nowym wierszu.
23.01.2013
 

Pokolenie Pewexu

I.
Dorosłe dzieci –
Pokolenie Pewexu
Na rękach matek
W kolejkowym wywiadzie:
Gdzie mięso, gdzie chleb, gdzie mleko?
Gdzie „Frania” za kilka kartek
II.
Ich małym światem
Podwórkowy szał
I ogniska do białego rana
Białe noce w namiotach pod kocem
I wędrówki w znane i nieznane
I zabawa i w sklep, i w dom
Pacynki ze starych szmatek
I skakanka i hula hop
I tylko jeden domek dla lalek
III.
Na ich oczach
Zdeptano szkolne fartuszki
Wyśmiano oranżadę w woreczku
A Barbie dostała różowy pałac
Samochód, męża i dziecko
IV.
A dziś tylko czasami
W szklanych domach
W kolejkowym szale
Z goryczą plują w regały
Przewracają oczami
I patrzą bezczynnie, bezwładnie
Jak świat kradnie im dzieci
Osłupiali w malignie –
W starciu z maszyną
Od śmieci

Skała

znalazłam, nie szukając
w jaskini bez skał
natrafiłam na ślad
mojej własnej skały
i już myślałam, że nigdy
kiedy właśnie wtedy
wpadła mi w ramiona
drżąca i spragniona
tuliłam ją codziennie
gładziłam szorstkości
wygładzałam krawędzie
odbarwiałam szarości
i tak w nią wrosłam
obłędnie
i tak ją obrosłam
doszczętnie
bluszczem własnych myśli
a skała była skałą
jak miewają skały
tkwiła całkiem sama
i ptaki jej się bały
i już myślałam, że nigdy
kiedy właśnie wtedy
skała być skałą przestała
gdy ja
już prawie
skałą się stałam

Zwątpienie

Myślałam, że cię znam.
A wciąż poznaję od nowa
po bawełnianych śladach
mokrych od strachu,
że znikniesz w ciszy
drzwi pchniętych z trzaskiem.
Myślałam, że siebie znam,
a wciąż poznaję od nowa.
Wiem już na przykład,
że zachwycona
bladym świecy blaskiem
mogłabym nie zauważyć nawet…
Czy to wiatr był?
Czy moja Muza

Udany dzień

I.
Obudźmy się dzisiaj razem
To będzie udany dzień
Weź termos słodkiej kawy
Ja wezmę świeży chleb
II.
będziemy zrywać wiersze
we mgle szukać rosy słów
pleść wieńce z tego, co plecie serce
wieńcem wieńczyć szczyty gór
albo będziemy z szumem fal
puszczać uśmiechów latawce
chwytać motyle niby wiatr
niby chwil ulotne dmuchawce
albo z kasztanów ulepimy dom
z astrów jeśli ci się taki wyśni
i przystroimy każdy kąt
babim latem, jarzębiną i liśćmi
albo zatańczymy w jeziorze gwiazd
w śniegu księżycowych płatków
gwiezdny pył ukołysze nas
w zatoce ust, na twych ramionach statku
III.
A gdy wpłyniemy w nowy świt
Chwycisz znów ster na łajbie życia
Chleb w zębach i kawy łyk
Codzienne, szare serca bicia
I żujesz ten niby sen
Przeżuwasz wspólne bycie
I znów czekasz na udany dzień
By wierzyć znów… w udane życie